środa, 18 października 2017

Tagi: recenzja książka

12 kwietnia 2014, aktualizowano: 12 kwietnia 2014

"Czas tęsknoty". Prawie jak Trylogia

Jarosław Reszka

Adrian Grzegorzewski miał trudną drogę do literackiego debiutu. Urodził się i wychował w małej miejscowości na Dolnym Śląsku. Przerwał studia i za chlebem wyjechał do Anglii.

Poszczęściło mu się o tyle, że złapał stałą i pewną pracę. Jest listonoszem Royal Mail.
Pewnie dlatego pierwszy rozdział jego pierwszej powieści - „Czas tęsknoty” - otwiera opis starszego listonosza. Na wysłużonym rowerze wdrapuje się on na wzniesienie, z którego roztacza się piękny widok na Bedryczany, wioskę na przedwojennych Kresach.


Nie jest to jednak książka o poświęceniu pracowników Poczty Polskiej, a początkowe rozdziały radzę potraktować z cierpliwością. Powieść później nabierze smaku. Widać w niej między innymi fascynację autora twórczością Sienkiewicza. Motyw groźnego ukraińskiego watażki i ucieczki przed nim pięknej dziewczyny, która serce oddała prawemu Polakowi, wyraźnie kojarzy się z „Ogniem i mieczem”. Literackich i filmowych (oczywiście serial „Czas honoru”) nawiązań można wskazać tu znacznie więcej. Najważniejsze, że Grzegorzewski potrafi pożyczać z umiarem, dorzucając składniki własnego pomysłu i umiejętnie łącząc inspiracje.
Autor wybrał trudny gatunek. Romans historyczny stwarza pokusy pójścia na skróty, w stronę ckliwego czytadła. Na szczęście Grzegorzewski mierzy trochę wyżej, dając dojść do głosu swym historycznym fascynacjom. Bohaterów, kochanków, podzielonych z powodu przynależności do różnych Kościołów i od wieków poróżnionych narodów (ona jest prawosławną Ukrainką), kojarzy na parę dni przed wybuchem wojny. Potem zaś będzie jeszcze straszniej, bo jeden z wątków powieści poprowadzi na Wołyń z czasów banderowskich zbrodni na Polakach. A na drugim biegunie jest wojenny Londyn i okupowana Warszawa, w której nastąpi dość nieoczekiwany finał melodramatycznej opowieści.