Niedziela, 22 kwietnia 2018

Wędrówka do rzeczy właściwych

Ewa Czarnowska-Woźniak

Coś w nich pękło, gdy pod oknem gryfickiego bloku stanęła ściana supermarketu. Zdeterminowany do wyprowadzki był zwłaszcza Jurek, mąż. Ale i Joanna, żona, nie mówiła „nie”. Ta decyzja mogła mieć również symboliczny charakter - to ostatni moment, by zrobić coś ważnego, coś dużego ze swoim (nauczycielskim) życiem...

Łatwo zdecydować, gdy sprzyjają okoliczności, ale państwo Chmielewscy, oprócz chęci, mieli „tylko” kawałek ziemi na Mazurach i wspomniane mieszkanie w bloku. Niby coś na początek, ale tyle w prawdziwym życiu to za mało na duże zmiany. I w tej prawdzie siła najnowszej książki „Pod Wędrownym Aniołem” Joanny M. Chmielewskiej. To autorka rzeczy uznanych już przez dorosłe czytelniczki („Sukienka z mgieł” i inne) czy dzieci („Ręcznikowiec”). A w tej książce wpuszcza nas - dosłownie - do swojego nowego domu. I jest szczera. Też bym odchodziła od zmysłów, gdyby ktoś mnie miesiącami zwodził z podpisaniem umowy, od której zależy byt mojej rodziny. Też bym nie umiała udawać, że nie martwi mnie brak pracy, gdy wykorzystało się wszelkie pomysły na jej zdobycie. Moja radość też nie miałaby granic, gdybym trzymała w ręku swoją pierwszą wydaną książkę...


I w tych wszystkich doświadczeniach towarzyszymy Joannie M. Chmielewskiej, której dokucza zbieżność nazwisk z inną znaną autorką (o wstydzie, wydaje mi się, że kiedy recenzowałam w tym miejscu pierwszą powieść J. M. Chmielewskiej, też sobie chyba z tego dworowałam...), ale która zapracowała sobie na własny ślad. Przede wszystkim w swoim nowym mikroświecie - Szklarskiej Porębie. Chmielewska zakochała się w niej z wzajemnością. Kobieta, z duszą i umysłem otwartym na nowych ludzi i doświadczenia, szybko stała się częścią nowego środowiska. Odkryła w nim wielu fascynujących i zwyczajnych zarazem ludzi, których tożsamość zbudowała historia Karkonoszy. Pisarka zanurzyła się w nią. Z wielką determinacją, bardzo emocjonalnie podążyła śladami dawnych mieszkańców - pisarzy, malarzy, pasjonatów.

A wszystko to równolegle z gruntownym remontem domu, który stawał się pensjonatem „Pod Wędrownym Aniołem”. Choć główną siłą sprawczą jest tu mąż, pisarka dzielnie dotrzymuje mu kroku, powoli kreując wyjątkowe miejsce, ulubione przez gości miasteczka (by to sprawdzić, wystarczy wejść na ich bezpretensjonalną stronę internetową). I tu nic nie dzieje się, ot tak. Zdarzało się, że goście stali u bram(ki), gdy gospodarze kończyli remontować ich pokój. Tak właśnie jest w prawdziwym życiu - gdy zabraknie pieniędzy na złączki, firanki, kafelki... Chmielewscy wierzyli, że skończą remont w dwa lata. Czytelnik towarzyszy im - z sympatią - przez pięć, gdy końca jeszcze nie widać. Ale, kibicując, wypatruje go, podobnie jak kolejnej książki, która powstanie pod tym dachem.

Joanna M. Chmielewska, „Pod Wędrownym Aniołem”, Wyd. MG, Warszawa 2016

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.