Czwartek, 22 lutego 2018

Tagi: felieton recenzja literatura książka

9 kwietnia 2016

To był prawdziwy komunizm

Jarosław Reszka

Polska, Związek Radziecki, Chiny, Wietnam czy Kuba nigdy nie zbudowały komunizmu. Były co najwyżej „w drodze” do komunizmu.

Najbliżej celu stanęło inne państwo - Kambodża, a właściwie Demokratyczna Kampucza, bo tak oficjalnie nazywała się w czasach, gdy rządził nim Pol Pot na czele Czerwonych Khmerów. Choć ich absolutna władza zamknęła się w niespełna czterech latach w drugiej połowie lat 70., to wyniki w dążeniu do komunizmu mieli niesłychane. Niesłychane były też ofiary na tej drodze. Nikt ich dokładnie nie był w stanie policzyć.


Szacuje się, że na skutek śmierci, wojny i prześladowań śmierć poniosło w Kampuczy od 10 do 40 proc. jej mieszkańców. Dokładniejszych danych zapewne nie doczekamy się nigdy. Obecny premier i faktyczny władca tego kraju, Hun Sen, to były Czerwony Khmer, który przeszedł na stronę Wietnamczyków i po zwycięskiej dla Wietnamu wojnie przejął władzę w Phnom Penh.

Ostatni z jego byłych towarzyszy dopiero dwa lata temu doczekali się wyroków - głównie dożywotniego więzienia. Natomiast główny sprawca tragedii narodu kambodżańskiego, Pol Pot, który naprawdę nazywał się Saloth Sar, jako 73-letni mężczyzna umarł spokojnie we własnym łóżku. Co prawda po śmierci jego ciało spalono na stosie z opon i śmieci, lecz ocalono jego młodą żonę i nastoletnią córkę. Takiego szczęścia nie miało większość ofiar reżimu Pol Pota.

„Pol Pot. Pola śmierci” - książka Philipa Shorta, wieloletniego korespondenta brytyjskich mediów na Dalekim Wschodzie, ukazała się w 2004 r., zaledwie sześć lat po śmierci Pol Pota. Żyło jeszcze wtedy i przebywało na wolności wielu jego współpracowników. To wywiady z nimi i prostymi Kambodżanami, którzy przeżyli terror, stały się podstawą grubej i bardzo dobrze udokumentowanej książki.

Ktoś, kto oglądał ponad 30 lat temu film Rolanda Joffe „Pola śmierci”, ma pewne pojęcie, co się nieco wcześniej działo w Kambodży. Ale młodzi ludzie tego nie znają. Zapewne też trudno im będzie zrozumieć, jak to mogło się stać, że zwycięscy rewolucjoniści dali mieszkańcom miast ledwie chwilę czasu, by spakowali najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechali z miasta, by w dziczy uprawiać ziemię. To miała być dla zdegenerowanych mieszczuchów forma oczyszczenia przez pracę. A że wielu nie doczekało pierwszych zbiorów, cóż, ich wina…

Niewiele miesięcy później rewolucja zaczęła też zżerać własne dzieci. Rozpoczął się obłęd niezweryfikowanych podejrzeń, które z reguły kończyły się zabójstwami zarówno podejrzanych, jak i całych ich rodzin. I to właśnie patologiczna nieufność okazała się gwoździem do trumny reżimu Czerwonych Khmerów. Nie ostatnim, niestety, bo Kambodża wciąż nie jest państwem demokratycznym, a sądowe rozliczenia spotkały tylko część wierchuszki zbrodniczej władzy.

„Pol Pot. Pola śmierci”, literatura faktu, Philip Short, Pol Pot. Pola śmierci, Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2016.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.