Piątek, 17 sierpnia 2018

Temida może złamać życie [RECENZJA]

Jarosław Reszka

Aleksander Majewski ma dopiero 27 lat, a całkiem spory dorobek jako dziennikarz śledczy. Regularnie publikuje na prawicowym portalu „wPolityce”. Zdążył już wydać cztery książki: „Odwet gliny. W imię sprawiedliwości”, „Spowiedź psa. Brutalna prawda o polskiej policji”, „Afery III RP”.

Czwartą, najnowszą jest „Bez wyroku” - opatrzona podtytułem „Prawdziwe historie Polaków, którym wymiar sprawiedliwości złamał życie bezpodstawnie wysyłając za kraty”. W ośmiu rozdziałach Majewski opisuje pomyłki Temidy. Najbardziej poruszająca jest pierwsza. Autorowi udało się skłonić do zwierzeń niejakiego „Czestera”, a właściwie Czesława Kowalczyka, który za kratami spędził 12 lat, skazany za zabójstwo, którego nie popełnił. Do aresztu trafił, gdy miał 33 lata. Wyszedł jako 45-latek, gdy w wyniku rozpracowania środowiska trójmiejskich gangów wpadł prawdziwy zabójca byłego mistrza Polski w jeździectwie.


„Czester” znał zabitego, handlował z nim i... to było jedyne tło ich znajomości. Aleksander Majewski podaje dowody na to, że „Czester” miał alibi, a jego skazanie było wynikiem karygodnych zaniedbań w śledztwie. „W czasie popełnienia zabójstwa byłem w Gdyni - opowiada „Czester” - i rozmawiałem ze swoją partnerką przez telefon. Mógł to potwierdzić mój kierowca, który woził mnie, gdy straciłem prawko przez zbyt szybką jazdę. To było moje alibi. Nikt nie sprawdził go przez kolejne 10 lat”. Jedynym dowodem w sprawie Kowalczyka było wskazanie go przez partnerkę zamordowanego. Ale „nawet w wytworach fantazji scenarzystów filmowych rzadko zdarza się, by osoba wskazująca zabójcę była pod wpływem leków psychotropowych. Iwona C. była właśnie w takim stanie i w takim też stanie wskazała Czesława jako sprawcę. Raz widziała mężczyznę w bejsbolówce, innym razem faceta z blond czupryną. Wersja się zmieniała”.

Zbigniew Góra, ojciec rodziny i przedsiębiorca, spędził w celi trzy lata, oskarżony o zabójstwo lekarki, od której wynajmował mieszkanie. Czy była to fatalna pomyłka, czy upór śledczych, by zrobić z Góry kozła ofiarnego? Artur Łętowski trafił za kraty na 9 miesięcy, podejrzany o terroryzm. Stało się tak po tym, jak w Internecie pod pseudonimem zaczął wychwalać zamachy organizowane przez ludzi Osamy bin Ladena. Po zatrzymaniu go śledczy szybko mogli się zorientować, że mają do czynienia z niepełnosprawną osobą o mentalności dziecka - osobą, która bała się opuszczać swój pokój i dnie spędzała przed komputerem.

Niestety, Majewskiemu najprawdopodobniej zabrakło materiału do wypełnienia książki. Jej treść została więc uzupełniona o kiepski epilog „Antybohater” (banalna rozmowa z byłym więźniem o życiu za kratami) i wtórny „Aneks”, zawierający wybór felietonów publikowanych na „wPolityce”. Szkoda - końcówka popsuła dobre wrażenie, jakie wywoływały wcześniejsze rozdziały.

Aleksander Majewski, Bez wyroku, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2016.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.