Piątek, 17 sierpnia 2018

Kiedy życie było piękne, a on był z nią [RECENZJA]

Ewa Czarnowska-Woźniak

Łucję i jej rodzinę pożegnaliśmy w sierpniu 1939 roku, gdy wydawało im się, że wylew i paraliż Krzysztofa (męża i ojca), głównego bohatera „Dżokera”, są największą tragedią, jaka może się przytrafić.

Łucję spotkamy w „Dominie” trzydzieści lat później, nad listem do Krzysztofa. Czytelnik szybko zorientuje się, że to nie są prawdziwe listy, a rodzaj pamiętnika Łucji, jej sposób na poradzenie sobie z trudną przeszłością i równie niełatwą teraźniejszością. Wiemy, że Krzysztofa nie ma przy niej, podobnie jak dwóch starszych synów... Co się z nimi stało?


Dlaczego u boku Wilczyńskiej jest tylko najmłodsza (już trzydziestoletnia) córka i Konstanty, przyjaciel i wspólnik od ciemnych interesów Krzysztofa? Co się stało i z jego rodziną, bo mowa jest zwykle tylko o jednym z czworga dzieci Kota?... Jak ich prywatne losy zbiegły się z historią kraju i ukochanej Gdyni?

Michał Piedziewicz w kontynuacji „Dżokera” wpadł na świetny pomysł narracyjny: powojenne losy bohaterów odsłaniane są stopniowo, cały czas podtrzymując zainteresowanie czytelnika (choć dlatego, mimo wszystko, lepiej znać pierwszą część cyk-lu). Ironiczno-nostalgiczne są też wspominki o Adamie Grabskim, pierwszym narzeczonym Łucji, który okazał się największym oportunistą i latem 1939 roku uciekł do Anglii - dziś wynajdując dziesiątki powodów, by opóźnić powrót do „kochanej Ojczyzny”. Równolegle autor prowadzi opowieść o zmaganiach Łucji ze współczesnością, której nie chce zaaprobować. Przed wojną wszystko było lepsze, solidniejsze, zrozumiałe. Przed wojną przede wszystkim był mąż - opoka, wzór mężczyzny. Partner w życiu i w interesach, dzięki któremu udało się wybudować kamienicę i założyć świetnie prosperujący sklep (dziś Łucja zajmuje w swoim budynku, opanowanym przez lokatorów z meldunku, kawalerkę na poddaszu, a pozostałości po sklepie nękane są społecznymi kontrolami i domiarami). „Z Tobą, Krzysztof, życie było piękne...” - pisze często w swoim pamiętniku Wilczyńska. A dziś Krzysztofa nie ma, są brud, komuna i córka Anusia, zafascynowana nowym porządkiem (czynami społecznymi i pochodami pierwszomajowymi). Anusia ma już swoje lata, ale nie ma męża, co jest dodatkowym powodem do zgryzoty dla jej matki. I wcale jej nie będzie lżej, gdy nagle dowie się o ciąży córki z „nieznanego” ojca...

Drugim głównym bohaterem niezwykle udanej kontynuacji „Dżokera” jest wspomniany Konstanty, który u Łucji i Anki pomieszkuje kątem. Jego powojenne losy są dramatycznym odbiciem przeżyć wielu Polaków, którzy - uszedłszy z życiem z wojny - nie mogą znaleźć spokoju w nowej Polsce. „Domino” jest bardziej uniwersalne od poprzednika - „gdyńskość” opowieści jest dyskretniejsza, a historie przypisane postaciom wyraziste i interesujące, zwłaszcza że, jako się rzekło, utkane zostały w oryginalną fabułę.

Michał Piedziewicz, Domino, Wydawnictwo MG, Warszawa 2016

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.