Czwartek, 18 października 2018

Forsa, forsa, forsa - tylko ona się liczy? [RECENZJA]

Ewa Czarnowska-Woźniak

Dickens jest jak wytrawny reporter. W każdym z jego dzieł - poczynając od „Klubu Pickwicka” - skrzy się od galerii wyrazistych postaci i malowniczych, celnych opisów. Jak reporter czerpie też obficie z własnego doświadczenia. Tak było również w „Maleńkiej Dorrit”.

Przemiła dziewczynka nie zna życia innego niż więzienie Marshalsea (dziś powiedzielibyśmy, że to placówka półotwarta - osadzeni, głównie za długi, mogą przyjmować gości i mieszkać w niej z... rodzinami, którym wolno opuszczać za dnia więzienie. Tu pisarzowi za wzór służyło odosobnienie, któremu z tych właśnie powodów podlegał jego ojciec). Półsierota, bezgranicznie oddana ojcu i rodzeństwu, praktycznie w pojedynkę trzyma na swych wątłych barkach ich utrzymanie. Dziewczynka dorabia szyciem w ponurym domu sparaliżowanej wdowy Clennam. Pewnego dnia, po 20 latach nieobecności, pojawia się w nim syn pracodawczyni - Arthur. Matka jest dla niego surowa, chłodna i nie zamierza pomóc w rozwikłaniu tajemnicy jego ojca, z którym mężczyzna przebywał w Chinach. Pan Clennam próbował coś wyjawić synowi, ale choroba w tym przeszkodziła.Jaki to miało związek z rodziną Amy - Maleńkiej Dorrit (jak nazywali ją z sympatią wszyscy współosadzeni)?...


Tymczasem za sprawą pewnego spadku diametralnie zmienia się życie rodziny Dorrit. Po latach wracają do dawnych splendorów i przepychu. Ojciec i starsze rodzeństwo wyrzucają z głowy wieloletnie doświadczenia nędzarzy. Tylko Amy kompletnie nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wyrzucanie pieniędzy na zbytki - podróże, uczty, suknie - ją peszy. Najchętniej wróciłaby do dawnych przyjaciół, z którymi teraz nie wolno jej się kontaktować. Ludzie hołdujący mamonie wydają się wstrętni i niebezpieczni. Jak bankier Merdle, teść jej siostry Fanny, gwiazda towarzystwa, który doprowadził do bankructwa wiele rodzin. Światełkiem w tym tunelu jest tylko Arthur, który długo nie śmie nawet myśleć o młodziutkiej przyjaciółce... Człowiek prawy i pracowity, którego jednak również wciągnie brudny wir kapitalizmu.

Nie ma, oczywiście, obawy - dobro zwycięży i anielsko idealna Amy Dorrit znajdzie szczęśliwą przystań (przy boku Arthura Clennamana, co też zaskoczeniem happy endu nie jest). Dickens jest, jako się rzekło, mistrzem ostrego, błyskotliwego portretowania angielskiego społeczeństwa (za co go zresztą owo społeczeństwo wielbiło - śmierć pisarza w 1870 roku była powodem żałoby narodowej). Celnie odmalowuje różne jego warstwy - w „Maleńkiej Dorrit” mamy więc znakomicie zaprezentowanych bohaterów pierwszego i drugiego planu (historia Tattycoram). Jest przy tym bardzo dowcipny, czego przykładem egzaltowane wystąpienia Johna, syna dozorcy więziennego. Wartka opowieść, napisana pięknym językiem to idealna recepta na letnie wieczory z książką.

Charles Dickens, Maleńka Dorrit, Wyd. MG, Warszawa 2016

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.