Piątek, 17 sierpnia 2018

Człowiek czasem też bywa ze stali [RECENZJA]

Ewa Czarnowska-Woźniak

Na początku (choć nie całkiem) była saga „Ogień i woda”. Zachwyt nad nią był powszechny (w 13 językach). Rozwikłanie zagadki tej popularności nie było trudne. „Ogień i woda” powielały schemat powieściowy kultowych „Igrzysk śmierci”.

Jest zdesperowana dziewczyna, która rzuca wyzwanie jakiemuś futurystycznemu systemowi opresji, ponieważ musi bronić swoich bliskich. Nastolatka, a zadanie wydaje się być niemożliwe (wobec pieniędzy, układów, władzy, systemu), ale skoro dziewczyna hołduje najpiękniejszym wartościom (miłość, przyjaźń, uczciwość, lojalność), więc wygrywa. Tak było z Katniss w „Igrzyskach”, tak było z Tellą w „Ogniu i wodzie”, tak jest z „Tytanami”.


Astrid jest mieszkanką przedmieść Detroit. W powieści (jak w rzeczywistości) miasto pogrąża bezrobocie, marazm. W takiej sytuacji na podatny grunt trafia nie do końca legalna rozrywka; wyzbyci ze skrupułów cwaniacy, żerując na rozpaczy zbankrutowanych robotników, wyciągają od nich ostatni grosz w hazardowych zakładach. Dziwne stwory - roboty w kształcie... koni - uczestniczą w regularnych gonitwach. Jak w klasycznych biegach na znanych nam torach, tylko że zwierzęta są ze stali i kieruje się nimi za pomocą schowanych pod grzywą paneli sterowniczych. Tytany - zwycięzcy, na których stawiają desperaci, są klasy 3.0... Aż do czasu...

Astrid wiele razy wymykała się nocą z domu by oglądać te zawody. Wielki świat dżokejów i ich ekip! Nie mogła przypuszczać, że wkrótce się w nim znajdzie.. . Wszystko za sprawą Gałgana, starszego pana, któremu w dość przypadkowych okolicznościach udzieliła pomocy. Ujęła go swym charakterem, zdradziła przy tym niebywałe zdolności matematyczne, postanowił więc wybrać ją do specjalnej misji. Gałgan okazał się twórcą prototypu tytana (wersji 1.0), obiektu, który nie został rozpowszechniony, bo przewidywał... uczucia zwierzęcia (?). Konstruktor zachował jednak egzemplarz tej wersji, aby odegrać się na właścicielu fabryki i organizatorze zawodów (mężu dawnej ukochanej Gałgana). Astrid zapowiadała się na idealnego dżokeja dla Skobla - tytana 1.0. Trzeba było ją „tylko” przemycić do zawodów, a potem doprowadzić do zwycięstw w kolejnych, morderczych etapach turnieju, których zasady były ciągle łamane i zmieniane przez chciwych organizatorów (znów kłaniają się „Igrzyska śmierci” oraz „Ogień i woda”).

Astrid, jak jej powieściowe poprzedniczki, ma ważki powód, by zdobyć główną nagrodę - wielkie pieniądze. Jej ukochany dziadek i zamknięty w sobie ojciec stracili przez tytanowy hazard cały majątek...

Nie ma oczywiście, wątpliwości, jak to się skończy. Historia jest ciągle ta sama, tylko zmieniają się kostiumy i scenografia. Wszystkie tego typu pozycje - zgrabne zresztą w czytaniu - aż się proszą o ekran, przeniesienie do świata gier komputerowych i... kontynuacje. Z niektórymi już tak się dzieje, z następnymi tak stanie się wkrótce.

Victoria Scott, Tytany, Wydawnictwo Iuvi, Kraków 2016

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.